English
Wyróżnienie

Dwa oblicza Indianina

W jednym z pierwszych ujęć rozpoczynających film Słoneczna aleja[1]w reżyserii Leandera Haußmanna pojawia się plakat Indianina wśród skał. Co więcej, w filmie, opowiadającym o dorastaniu grupy przyjaciół mieszkających po wschodniej stronie muru, jest scena, w której główny bohater, Michael, doznający narkotycznej halucynacji, wkracza na moment w scenerię z plakatu i Indianin po prostu do niego zagaduje, co pogłębia zamieszanie w głowie młodzieńca, czyniąc całą sytuację przekomiczną. W filmie można również nieraz zauważyć tak charakterystyczne dla pejzażu z westernu, gnane wiatrem pustynne krzewy o nazwie tumbleweeds. I nie byłoby w tym może nic specjalnie interesującego, gdyby nie to, że owe suche rośliny o kulistym kształcie wiatr przegania tytułową Sonnenallee w Berlinie Wschodnim. Można by zapytać, dlaczego właściwie reżyser postanowił zawrzeć elementy westernowej scenerii w filmie odnoszącym się do wschodnioniemieckiej rzeczywistości?

Słoneczna aleja czyli wspominki wschodnioniemieckie

Słoneczna aleja, choć realizowana w konwencji realistycznej, zawiera wiele elementów o charakterze inscenizacji, teatralnej stylizacji, podkreślających dystans autorów do opowiadanej rzeczy. Inscenizacyjność, epizodyczność konstrukcji, mozaikowość, muzyczność filmu służą ukazaniu rozmaitych kontekstów, nie tylko tak zwanej "ostalgii" i niemiecko-niemieckich problemów po zjednoczeniu. W filmie Haußmanna króluje wybiórcza pamięć, sprawiająca, że wspomnienia z dzieciństwa i młodości są zawsze barwne i przyjemne. Surrealistyczne filmowe wizje, fragmentaryczność, niekiedy dosłowność przedstawienia usprawiedliwione są wspominaniem, opowieścią, którą snuje bohater, opowieścią wyrastającą z doświadczenia własnej przeszłości.

Przemijanie, ulotność chwili, wyrastanie z dawnych idoli, fascynacji, muzycznych szlagierów, młodzieńczych wariactw i wygłupów jak z za małych butów, jest uniwersalne, nieuchronne, znane każdemu. Dla bohatera filmu Haußmanna ten proces stał się dodatkowo pożegnaniem z krajem, w którym się urodził. Niemiecka Republika Demokratyczna w ostatniej scenie filmu jawi się symbolicznie niemal jako opustoszała kowbojska osada, gdzie tylko owe pustynne krzewy pędzą z wiatrem głównym traktem tak jak kiedyś, lecz przecież wiadomo, że za moment po krótszym odcinku Alei Słonecznej[2], po wschodniej stronie muru nie będzie już śladu. Wspomnienie o NRD wyblaknie jak plakat z Indianinem i jego łaciatym koniem.

Kim jest właściwie ten czerwonoskóry wojownik?

Wracając do Indianina z plakatu na ścianie w pokoju pewnego nastolatka ze Wschodnich Niemiec, myślę, że warto zapytać nie o to, dlaczego western i Indianin pojawiają się w filmie, lecz o to, jaki to konkretnie Indianin. Należy przecież pamiętać, że Indianie Ameryki Północnej po obu stronach muru dzielącego filmową i prawdziwą Aleję Słoneczną byli bardzo różni.

Dla mnie wyobrażony świat prerii, pędzących dzikich koni i bizonów, dzielnych wojowników i kowbojów jest nierzadko monolitem pozbawionym odcieni, wspomnienia lekturowe nie niosą z sobą żadnego innego ładunku poza majestatycznym krajobrazem, poczuciem wolności i przygody. W moim wspomnieniu książki Maya, Curwooda, Coopera mieszają się z mglistym majaczeniem scen z westernów lepszych i gorszych. Przypominam sobie też komiksowe adaptacje Karola Maya, poruszające wyobraźnię pojedyncze obrazy kolorowych indiańskich strojów, nieokiełznanej natury, dobrych i złych ludzi oraz rządzących w ich świecie prostych praw.

W Niemczech lat sześćdziesiątych krajobraz ikonograficzny czerpiący z gatunkowego kina westernu był też barwny, lecz nieco bardziej skomplikowany niż moje wspomnienie.

Kilka słów nie tylko o filmowym gatunku

Western, jeden z najstarszych gatunków filmowych, oparty jest tradycyjnie na pewnych schematach, takich jak charakterystyczne miejsce i czas akcji, szczególny pejzaż, kostiumy rozpięte tradycyjnie między kapeluszem a pióropuszem, rekwizyty od strzał i łuków po strzelby i rewolwery, a także motywy fabularne jak choćby: walka dobra ze złem, wątek melodramatyczny czy zdobywanie Dzikiego Zachodu. Western to prawdziwy kanion historii kina, ciągnący się od jej początków przez rozkwit w latach 40-tych, potem wraz z rozwojem i przemijaniem klasycznego kina gatunków również podlegający zmianom, kryzysom i odrodzeniu. Kino gatunkowe utożsamiane bywa często z kinem rozrywkowym, popularnym, dostarczającym widzom przyjemności, która płynie z powielania schematu narracyjnego, opierającym się na prostym systemie wartości, niekiedy o odcieniach konserwatywnych. Dziś jednak western(jak niemal każdy gatunek filmowy), zamiast podążać za schematem, podważa go, polemizuje z ustalonymi regułami narracyjnymi i konwencjami. Ta przekorna tradycja sięga lat 60-tych, kiedy to pojawił się antywestern, w którym tradycyjna forma została nasycona krytyczną treścią, a mit Dzikiego Zachodu poddany współczesnej, demitologizującej refleksji.

Historia westernu jako gatunku filmowego, jego pochodzenie i przemiany są ciekawym i obszernym zagadnieniem, bardziej oczywiście kojarzonym z kinową i telewizyjną historią Stanów Zjednoczonych niż Europy, choć warto tutaj pamiętać o europejskiej, a konkretnie włoskiej, odmianie westernu, której najwybitniejszym i jednocześnie bardzo szczególnym przedstawicielem był Sergio Leone.

Również w Niemczech pojawiły się filmy inspirowane tradycją filmowego westernu, choć może za inspirację posłużyła bardziej rodzima tradycja literacka w postaci powieści Karola Maya. Fenomen popularności tego pisarza wydaje się stanowić zjawisko wyjątkowe, również dlatego, że mówi o pewnych źródłach europejskich fascynacji Dzikim Zachodem, płynących nie z osobistego doświadczenia, z autopsji, lecz wyłącznie ze świadectw pisanych (nie zawsze wiarygodnych), czy też z doświadczenia pewnej fasady, sztafażu w wydaniu raczej folklorystycznym i wybiórczym - myślę tutaj o popularnych w Europie, objazdowych tzw. Wild West Shows.

Fascynacja światem Indian, mitem Dzikiego Zachodu zyskała swoją filmową konkretyzację na niemieckim gruncie, z tym że w podzielonych Niemczech zamiast jednego nurtu filmowego eksploatującego opowieści o Dzikim Zachodzie, pojawiły się dwa.
 


[1] Słoneczna aleja (Sonnenallee), reż. Leander Haußmann, 1999. Film powstał na podstawie powieści Thomasa Brussiga, wydanej w Polsce przez wydawnictwo Czarne, pt. Aleja Słoneczna. Pisarz był współscenarzystą filmu, wraz z reżyserem obaj pochodzą z byłej NRD. Na temat filmu zobacz ciekawą, wieloaspektową analizę: Helen Cafferty, Sonnenallee: Taking Comedy Seriously in Unified Germany, w: Textual Responses to German Unification. Processing Historical and Social Change in Literature and Film, red. Carol Anne Costabile-Heming, Rachel J. Halverson, Kristie A. Foell, Walter de Gruyter, Berlin, New York 2001.

[2] Tytuł oryginalny powieści Thomasa Brussiga, która posłużyła za kanwę filmowego scenariusza brzmi: Am kürzeren Ende der Sonnenallee, czyli tłumacząc dosłownie: Przy krótszym końcu Alei Słonecznej.
 

1 2 3  
Moje NH
Strona archiwalna 11. edycji (2011 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2011
PWŚCPSN
181920 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planScena T-Mobile Music
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
www.nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera