English

GrindermanGrinderman
Grinderman: muzyka diabła

Powstały pięć lat temu, najnowszy projekt Nicka Cave'a, może służyć mu za wizytówkę. W nagranych we współpracy z przyjaciółmi z zespołu The Bad Seeds, dwóch albumach kwartetu Grinderman - niczym w pryzmacie - skupia się bezkompromisowość i entuzjazm australijskiego barda. Obie części bluesowej eskapady przepełnia też - równie charakterystyczny dla ubranego w czerń, wokalisty - nieprzenikniony mrok.

Blues jest czarny. Choć konotacje historyczne naprowadzają na kontekst rasowy, to nie kolor skóry decyduje o barwie powstałego w delcie Missisipi, gatunku. Biorąc swój początek z mrocznych czasów poniżenia i wyzysku, amerykańskie pieśni pracy wyrastały z myśli zaprzątających poorane bliznami głowy niewolników. Rozpacz, smutek i bezsilność swoje ujście znajdowały w pieśni. To właśnie w słowach, pozbawieni wszelkich praw, przymusowi pracownicy znajdowali - odbieraną im latami - wolność. Owych słów najbardziej obawiali się ich biali panowie. Udręczone głosy budziły w nich przerażenie. Dźwięki skleconych naprędce basów i bębnów, roztaczały przed nimi czarne wizje.

W poszukiwaniu oddechu od przytłaczającej sławy, po bluesa sięgnął natomiast człowiek, którego wokal od lat już budzi ciarki na plecach, co bardziej wrażliwych słuchaczy. Kolorystyka strojów Nicka Cave'a wprost idealnie współgra z czernią przepełniającą jego duszę. Poczynając od pierwszych linijek, które wypowiedział do mikrofonu, australijski wokalista - przy pomocy kartki i długopisu - daje upust swoim mrocznym myślom. Szatańskie wersety pięćdziesięcioczteroletniego barda, nigdy wcześniej nie znalazły jednak równie niepokojącej oprawy muzycznej, jak w ramach projektu Grinderman.

WYZWOLENIE

Gitarzysta Warren Ellis, basista Martin P. Cassey, bębniarz Jim Sclavunos i sam Nick Cave w połowie lat dwutysięcznych zaczęli mieć dość zamieszania otaczającego ich macierzysty projekt - The Bad Seeds. Wszyscy czterej nieraz już udowadniali, że nie po drodze im z koniunkturą i medialnym szumem. Nic sobie nie robiąc z oczekiwań fanów i przewidywań dziennikarzy, rozpoczęli oni pracę nad nowym składem. Znając się na wylot, nie musieli się docierać ani dogadywać. Nie pasujące do stylistyki "Nasion", brudne, surowe kompozycje mogli zaprowadzić w najciemniejsze rejony rockowej awangardy.

Roboczo zwany The Mini Seeds, kwartet, swoją aktualną nazwę znalazł w tekście utworu Memphis Slima - "Grinder Man Blues", który Cave zanucił podczas jednej z prób. Lepkie brzmienie rodem z delty Missisipi, służyć zaczęło za wyznacznik stylistycznych poszukiwań nowonarodzonej grupy. Głęboka duchowość owych pieśni pracy i niepokojący brud otaczającej rzeczywistości, zyskały w kompozycjach Grinermana równie dojmującą formę, co w - poruszających po dziś dzień - kompozycjach Skipa Jamesa czy Blind Williego Johnsona. Muzycy znani z takich składów jak The Vanity Set, Dirty Three czy The Triffids nie byliby jednak sobą, gdyby czysto bluesowej formy nie skąpali w gitarowych zgrzytach i basowych przesterach. I tak brzęk tamburynów ruszył w parze z elektrycznym rykiem, a zwiewne smyczki napotkały na gęsty, perkusyjny rytm. Ciężkie, chropowate utwory Cave'a, Ellisa, Cassey'a i Sclavunosa, idealnie wpasowałyby się w czarne wizje zaniedbanych, biednych Stanów. Zrealizowane przez Boormana czy Murphy'ego, demitologizujące obrazy "sielskich" amerykańskich bezdroży, w kompozycjach Grindermana znalazłyby dotkliwie bolesne dopełnienie. W takt miarowych bębnów zagrałby na banjo tajemniczy chłopiec z "Deliverance"; brudne gitarowe melodie podyktowałyby kroki opętanemu przez diabła Jesco White'owi.

WIZJA

Przyzwyczajeni do melodyjnych kompozycji, fani Cave'a z czasów The Bad Seeds, poczuli się odrobinę zdezorientowani wydanym w 2007 roku, nowym albumem swojego idola. "Grinderman" przywodził na myśl bezkompromisowe, gitarowe poszukiwania pierwszego składu Australijczyka - The Birthday Party, a klimatem przypominał jego literackie i filmowe realizacje. O ile słuchacze podzielili się w opiniach, krytycy byli zgodni co do wartości jedenastu świeżych kompozycji. Świetne recenzje, ogrom pochwał i debiut na kultowym festiwalu All Tomorrow's Parties, nie były jednak w stanie odwieść "szlifierzy" od nagrania kolejnej płyty ich macierzystej formacji. Podczas gdy "Seedowy" "Dig, Lazarus, Dig!!!" pobrzmiewał echami Grindermana, Cave, Ellis, Cassey i Sclavunos szykowali się już do powrotu swojego nowego dziecka. "Grinderman 2" udowodnił wszystkim niedowiarkom spójność, progresywność i bezkompromisowość wizji kwartetu. I choć wyjątkowo mroczna i czarna to wizja, trudno nie ulec jej czarowi.

Filip Kalinowski

Moje NH
Strona archiwalna 11. edycji (2011 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2011
PWŚCPSN
181920 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planScena T-Mobile Music
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
www.nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera